Jak rozmawiać o gospodarce, która służy ludziom, a nie tylko wskaźnikom wzrostu?

Cezary Obracht-Prondzyński  

Koniec jubileuszowego X Open Eyes Economy Summit to jest ten czas i ten moment, w którym winniśmy podjąć refleksję nad tym, kim jesteśmy, co, jak i po co robimy, a przede wszystkim dlaczego tu jesteśmy, co stąd wyniesiemy, co poniesiemy dalej do tych wszystkich naszych światów społecznych, z których pochodzimy? 

 Ruch ekonomii wartości 

Jubileuszowy kongres odbywa się pod hasłem powrotu do źródeł, do pytań o ekonomię wartości. I to kwestia, która z pewnością domaga się refleksji. Wcześniej jednak warto zauważyć, że tak naprawdę przez te dziesięć lat stało się coś ważnego. Wykształcił się bowiem ruch społeczny, który można określić mianem ruchu ekonomii wartości. 

Jak każdy ruch powinien on spełniać kilka kryteriów definicyjnych – i one wiele mówią o tym, co udało się osiągnąć, w tworzeniu czego uczestniczymy. 

Zacznijmy od tego, że ruch ten ma swoją historię. To już (ale też – dopiero) dziesięć lat, w czasie których była mnogość działań, wysiłek organizacji, liczne ćwiczenia ze sprawności, wypracowywanie procedur, testowanie reguł, pomnażanie zasobów i gromadzenie doświadczeń.   

Po drugie, ruch istnieje dzięki temu, że jest instytucja, która organizuje i działa. Jest bowiem Fundacja GAP, stanowiąca instytucjonalne zaplecze i wsparcie ruchu, budując jednocześnie sieć relacji z wieloma partnerami, którzy są zresztą obecni na wielu wydarzeniach firmowanych przez ruch.  

A te wydarzenia – to kolejny ważny składnik – to nie tylko doroczny kongres OEES, lecz także stale rosnąca liczba inicjatyw, działań i projektów realizowanych w wielu innych miejscach w Polsce. 

Wszystkiego tego by jednak nie było, gdyby nie ludzie, którzy tworzą ten ruch. Ludzie, który są jego pomysłodawcami, animatorami, inicjatorami, organizatorami, ale przede wszystkim są uczestnikami.  

OEES jest więc ruchem z własnymi „ośrodkami skupienia”: liderami – wartościami – miejscami – wydarzeniami. Ma już ukształtowaną własną tożsamość, którą podkreśla również dopracowana estetyka! 

Równie istotny jest jednak także czynnik intelektualny – ruch ekonomii wartości skupia się na formułowaniu znaczących i ważnych pytań oraz poszukiwaniu na nie odpowiedzi. Na wprowadzaniu do debaty publicznej kluczowych tematów, omawianiu ważnych idei itd. Ich rejestr wiele mówi o tym, co jest ważne. Odzwierciedlają to w jakimś stopniu tytuły i motywy przewodnie kolejnych kongresów: dusza Europy, energia społeczna, wiarygodność, generacje, wyobraźnia, przyszłość, otwarte oczy, wartości i ich rola… To nie tylko hasła, bo jeśli zajrzy się do programów z minionych lat rzucą się w oczy nawiązujące do nich dziesiątki, a właściwie setki – pytań, tematów, wątków, zagadnień… To rejestr tego wszystkiego co nas interesuje, co nas obchodzi, do rozmowy o czym zapraszamy uczestników naszego ruchu. 

Oczywiście, wszystkie te idee i pytania rezonują z kontekstem, z okolicznościami, z czasem, w jakim spotkania się odbywają. Podczas jubileuszowego, X kongresu też tak było – Europa, a w tym także my, stajemy wobec zagrożeń i wyzwań o charakterze wręcz egzystencjalnym. Dokonuje się bowiem fundamentalna zmiana, a jest ona efektem skumulowania całej „wiązanki” procesów, działań, wydarzeń, decyzji i wyzwań, które dzieją się wokół nas: kondycja demokracji, demografia, migracje, geopolityka, wojna, ekonomia i generowane przez nią kryzysy… 

Ruch OEES rodził się właśnie w czasie, kiedy te pytania, wyzwania i dylematy nabierały nowego znaczenia. Niekiedy wręcz dramatycznego. W jakiejś więc mierze nasz ruch jest efektem tych niepokojów, ale też zobowiązaniem, aby się z nimi mierzyć – intelektualnie i etycznie.  

 

Spotkania – rozmowy – relacje: zasady, reguły i formy 

Jeśli tak na to spojrzymy, to odpowiadając sobie na pytanie, co my tutaj robimy, odpowiemy: uczestniczymy w spotkaniu. Ale nie chodzi mi tylko o panele, wystąpienia, referaty, dyskusje i potyczki, których możemy wysłuchać lub nawet być uczestnikami. Przede wszystkim pomyślmy o nieprawdopodobnej wręcz liczbie spotkań, które odbyły się w czasie tych naszych dwóch dni kongresu. A tak przecież dzieje się podczas każdej jego edycji. I podczas wielu innych wydarzeń, organizowanych w ramach ruchu ekonomii wartości. 

Ileż wymian spojrzeń, uścisków dłoni, ileż szybkich i krótkich rozmów, ale czasami też dłuższych, bardziej zasadniczych. Ileż wspominania i planowania. Jak wiele wymian informacji, dzielenia się opiniami, przekazywania sugestii i porad, gdzie warto iść, kogo posłuchać, jakim działaniom się przyjrzeć. A przy tym wszystkim – ileż było w nas życzliwości! Uśmiechy, ukłony, machnięcia ręką, serdeczne powitania, żale pożegnania, ale też umawianie się na następne spotkania. Nie dałoby się tego policzyć, ani tych wszystkich wspólnie wypitych kaw lub herbat, użyczeń kartek lub długopisów, wymian telefonów, pokazywania sobie na ich ekranach zdjęć, memów lub informacji.  

Te spotkania, które odbywały się zawsze podczas kongresu (ale i przy innych okazjach) udowadniają, że jesteśmy w stanie być we wspólnej przestrzeni w sposób życzliwy i przyjazny. Już to jest wielką wartością. To też jest solą całego ruchu ekonomii wartości, ale aby tak mogło być spotkania te odbywają się wedle kilku zasad. Te zaś ukształtowały się w procesie, zostały wypracowane poprzez praktykę i towarzyszącą jej refleksję.  

Pierwszą zasadą jest: między… To są spotkania międzypokoleniowe i międzyśrodowiskowe. Między: biznesem, politykami, samorządem, akademią, organizacjami pozarządowymi, kulturą, sztuką, edukacją i moglibyśmy wymieniać jeszcze długo. Są to też spotkania międzynarodowe. Mówiąc krótko to między oznacza, że są to spotkania międzyludzkie. Dziś – w czasach samotniczej indywidualizacji – jest to niezwykle cennym doświadczeniem. 

Po drugie – i o tym nawet sporo napisaliśmy – są to spotkania (i działania) współ… Polega to na tym, że istotą ich jest: współ-myślenie, współ-działanie, współ-praca, współ-odczuwanie (niekiedy też, gdy mówimy o trudnych sprawach, np. o wojnie, czy też politycznych prześladowaniach, jest to również współ-czucie). Ważnym aspektem jest również współ-dzielenie się: czasem, energią, naszą uwagą, naszymi pomysłami, naszymi ideami, emocjami, przeżyciami i przemyśleniami. Nazbyt rzadko chyba też podkreślamy, iż nasze kongresowe spotkania są współ-dzieleniem przestrzeni. A ta przestrzeń jest między nami i my jesteśmy we wspólnej przestrzeni – na równych prawach, wedle równościowych reguł i zasad. To przestrzeń dostępna, nie izolująca. Umożliwiająca i ułatwiająca choćby wspólne rozwijanie refleksji lub też wspólne przeżywanie wydarzeń artystycznych. 

Wszystko to sprawia, że w ruchu zauważalna jest współ-zależność. Można by nawet powiedzieć, że przez te dziesięć lat było to wspólne wędrowanie po ścieżkach życia.  

Trzecią regułą i zasadą jest wielo… Spotkania są przede wszystkim wieloaspektowe i wielotematyczne. Ileż tutaj znaleźlibyśmy wątków i tematów – od ekonomii i energii przez środowisko, samorząd i zdrowie, aż po działania artystyczne, kulturę, tożsamość… Można by wymieniać tego bardzo wiele.  

Zresztą wielo… da się odnaleźć również w innych kontekstach. Choćby w tym, że są to oczywiście spotkania wielo-środowiskowe, angażujące metropolie i „interior”, osoby z Polski i z najróżniejszych krajów, z różnych pokoleń. Są wielokulturowe, wielobarwne, wielojęzyczne, w jakiejś mierze także wielo-estetyczne. 

Obok między, wielo współ liczy się także, po czwarte, wobec i wzajemnie. Choćby dlatego, że nie tylko stoimy wobec wyzwań, o których była wcześniej mowa, ale także stoimy wobec siebie: my i wy, inni i swoi. Rodzi to ważne pytania: kto jest swój, a kto obcy? Kim my jesteśmy? Świat, w którym uczestniczymy i który współtworzymy jest „czymś”, co charakteryzuje przenikanie, zależność, złożoność. W takim świecie mierzymy się podstawową kwestią relacji – jakie przyjmujemy stanowiska wobec innych, jak kształtujemy wzajemne odczucia, jakie realizujemy wzajemne oddziaływania, jak definiujemy wzajemne korzyści, jak wyrażamy wzajemną troskę i empatię? W tym też kontekście możemy powiedzieć, że kluczowa jest dla nas nieobojętność. Spotkania są też po to, aby przeciwdziałać poczuciu opuszczenia, osamotnienia, zapomnienia, pominięcia. Liczy się uczestnictwo, przynależność do pewnej wspólnoty intelektualnej, ale i etycznej. Przy zachowaniu jednocześnie prawa do odrębności, do własnego zdania: przynależę, ale nie jestem zniewolony. Mogę wyrazić swoją opinię, nie zgodzić się, polemizować.  

To fundament kultury dialogu – realizowanego między uczestnikami, otwartymi wobec siebie, starającymi się zrozumieć siebie wzajemnie, pomimo tego że jesteśmy zróżnicowani pod wieloma względami. Dialogu, w ramach którego staramy się być i myśleć wspólnie. Aby ten dialog był możliwy musi być najpierw spotkanie. W czasie jego trwania trzeba umieć słuchać. Ale tak, aby tego innego usłyszeć. I zrozumieć. Dopiero to spełnia warunek wzajemnego uznania.  

Na te zasady można spojrzeć również od innej strony – z punktu widzenia ich zaprzeczenia. Otóż nie brakuje współcześnie „pokus”, aby w życiu społecznym było: mono – osobno – wyłącznie – pomimo/poza. Czyli np. mono-etnicznie (zgodnie z zasadami nacjonalizmu) i jednolicie światopoglądowo. Aby było osobno, czyli według reguł „społecznego egoizmu”: oddzielenie, w izolacji i samotności. Aby się życie toczyło wyłącznie wedle naszych reguł i dla naszej korzyści. I aby było poza – np. poza kontrolą społeczną i pomimo reguł sprawiedliwości.  

W ruchu ekonomii wartości jest odwrotnie: wielo – współ – wobec – wzajemnie. Także dlatego, że to, co jest wzajemne tworzy odporność, o której tak często dziś mówimy i której pożądamy. Bo jeśli jesteśmy wobec siebie uczciwi to jesteśmy zdolni do współpracy i współdziałania. Wtedy zaś możemy być – bez lęku – otwarci na innych. Przy czym otwartość wcale nie jest łatwa – rodzi ryzyko. Lecz przecież idea główna ekonomii wartości to: open eyes. Trzeba mieć otwarte oczy, aby widzieć, aby dostrzegać, aby wytyczać nowe ścieżki. 

Na tych naszych życiowych ścieżkach, ludzi z wielu światów, z których przychodzimy, łączy nas dużo, choć świat jest przecież coraz bardziej popękany. To popękanie jest widoczne w nas samych, kiedy dotykają nas różnego rodzaju konflikty wartości. Ale jest tym bardziej zauważalne w globalnym świecie. I dlatego właśnie w czasie naszych spotkań intensywnie myślimy i zastanawiamy się: co nas łączy? Co zszywa lub skleja, bez czego przecież trudno mówić o rozwoju i zmianie, które to słowa odmienialiśmy przez wielość najróżniejszych przypadków w czasie ostatniego kongresu i przy różnych innych okazjach. 

Kiedy zaś mówimy o szansach na zmianę i rozwój, sygnalizujemy, że chcemy mieć wpływ, chcemy mieć poczucie sprawczości, chcemy kształtować w sobie umiejętność radzenia sobie w trudnych sytuacjach, zarówno tych indywidualnych, które dotyczą np. naszego zdrowia psychicznego, jak i w wymiarze lokalnym, krajowym czy też globalnym. Chcemy też mieć poczucie bezpieczeństwa, przy czym nie chodzi wyłącznie o bezpieczeństwo polityczne, militarne czy ekonomiczne, ale też o bezpieczeństwo mentalne, tożsamościowe. Czyli takie, które tworzy warunki do nieskrępowanego zastanawiania się – kim jestem? Odpowiedź na to pytanie może być pełna tylko w relacjach z innymi. I tylko w warunkach otwartości. 

 

Sploty – sieci – kłącza, czyli o poszukiwaniu nadziejności 

Jubileuszowy kongres nie bez kozery rozpoczął się od wydarzenia artystycznego pod znamiennym tytułem – sploty. Sploty to połączenia, to są relacje, zależności, powiązania. Do tego też nawiązuje temat przyszłego kongresu – łączenie kropek. No właśnie! 

Ktoś mógłby powiedzieć sploty to są sieci, ale ja jestem z Nordy, z Kaszub. Wiem, że sieci są pożyteczne, ale też jest to coś martwego i… „grabią do siebie”. Dlatego wolę inną metaforę – kłączy, które w języku polskim dobrze brzmią. Są czymś co łączy, są żywe, rozrastają się, a poprzez to zadarniają. Ktokolwiek ma ogródek, ten wie, że takie zadarniające kłącza np. wzmacniają skarpę. Można by podawać przykłady obkładania zboczy kłączami perzu, który tak się rozrastał, iż skarpy tego typu wytrzymują niekiedy setki lat. Dlatego też metaforycznie da się powiedzieć, że takie k-łącza wzmacniają społeczność. Budują silne więzi, gęstwinę relacji, są żywym mechanizmem stale się odnawiającym. Czyż nie taki jest właśnie cel ruchu ekonomii wartości?  

Relacje oparte na zaufaniu i otwartości mają dawać nadzieję. Jej brak sprawia, że ludzie odsuwają się od siebie i od innych. Stają się pasywni, dosłownie bądź metaforycznie „chowają się”. Liczy się dla nich prze-trwanie.  

Tymczasem nadzieja jest aktywna! Podczas kongresowych debat padało po wielokroć, że potrzebujemy optymizmu. Ten nie może się obyć bez nadziei. Moglibyśmy to sformułować bardziej czasownikowo – potrzebujemy „nadziejności” jako typu aktywnej postawy, która jest przeciwieństwem bez-nadziejności. 

Skąd jednak czerpać nadzieję? Na czym budować postawę nadziejności ku przyszłości? Każdy z nas może szukać różnych propozycji. Ja wskaże na kilka, które zauważam w ruchu ekonomii wartości. 

Pierwszą z nich jest umysł. Dziś wielkie siły sprzysięgły się przeciwko umysłom – technologie, religie, papka kulturowa, rozbuchana konsumpcja, propaganda… Są silne (i zasobne!)  „mechanizmy” intelektualnego rozleniwiania, żeby nie powiedzieć ogłupiania. Ale mimo wszystko umysł ludzki nadal może być niezależny, niespokojny, twórczy, poszukujący, kreatywny. Ruch ekonomii wartości zrodził się w środowisku akademickim i z niego wyrasta. Funduje się zatem na podstawie szacunku do wiedzy, zaufaniu do niej i przywiązaniu do faktów. Duchowa i intelektualna autonomia pozostaje trwałym fundamentem nadziei.  

Drugim źródłem nadziei jest coś, lub raczej ktoś, w kim dzisiaj najczęściej widzi się zagrożenie – Inny. Boimy się często inności, odmienności, wyjątkowości, odstępstwa od „normy”. Ale przecież spotkanie z Innym to istota relacji społecznych, a czym uczyło wielu filozofów i mędrców. Dzięki tym relacjom nie jesteśmy samotni. Co więcej – zyskujemy potwierdzenie tego, kim jesteśmy. Innymi słowy – w relacji z Innym budujemy więź, możemy być razem, co otwiera możliwości współdziałania. I to właśnie to współdziałanie, będąc aktem twórczym, mechanizmem aktywizacji społecznej, tworzy podwaliny nadziejności. Bo też nic „się” samo nie dzieje. To ludzie zawsze coś robią. I potrafią robić dobre rzeczy. Mnóstwo, mnóstwo dobrych rzeczy: indywidualnie, prywatnie, w gronach przyjaciół, w rodzinach, w kręgach zawodowych, w lokalnych społecznościach, w krajach i w Europie. Nie zauważanie tego to błąd. Dostrzeganie zaś daje nam ważne źródło nadziei. I poczucie sensu oraz radości. 

Ważnym elementem owego działania jest trzeci element, będący źródłem nadziejności – to sztuka. Albo może lepiej powiedzieć – twórczość. Łączenie wiedzy ze sztuką, spotkania/debaty ze spektaklem/wystawą – to konstytutywne cechy ruchu ekonomii wartości i ważny element każdego kongresu. Twórczość – artystyczna, ale też naukowa potwierdzają zdolności kreatywne ludzkości. Na naszą małą skalę pokazują, że wszędzie są twórczy ludzie. Nawet w najmniejszych społecznościach są tacy, którzy potrafią i chcą tworzyć coś nowego. Czyż to nie może dawać nadziei? 

Co sprawia, że tacy są? Coś, w czym dostrzegam czwarte źródło nadziei. To pewne cechy mentalne – indywidualne i społeczne. Wytrwałość, mobilizacja, solidarność, opór, zdolność do adaptacji… Być może historia wyposażyła nas w wiele cech negatywnych, o których lubujemy się dyskutować, wyśmiewamy je, krytykujemy. Często słusznie. Ale jednocześnie ta sama historia dała nam znakomite mentalne wyposażenie, które rozsądnie użyte może przynosić wspaniałe efekty. Mam wrażenie, że stale podczas kongresów dyskutujemy o tym, jak minimalizować działanie społecznych defektów, a jak pomnażać ich przeciwieństwo, w postaci naszych wspólnotowych zalet. I to się udaje. Co sprawia, że i w tym aspekcie można poszukiwać nadziei. 

Wszystko może być oczywiście ambiwalentnie, przerodzić się w swoje przeciwieństwo, skarleć… Ale jesteśmy po to, aby być z innymi, budować relacje, działać wspólnie, otwierać umysły, tworzyć warunki dla kreatywności, ćwiczyć wytrwałość. Po to jest ten ruch i tu są korzenie oraz źródła generowanej przezeń nadziejności. Której nosicielami czy też emisariuszami są (a przynajmniej powinni być) społeczni liderzy. Potrzebujemy takich, którzy są pracowici, odpowiedzialni, odważni i otwarci w relacjach z innymi, unikający paniki i nie ulegający panikom moralnym. Jednym słowem – potrzebujemy liderów wizyjnych. Kongresy są spotkaniami takich właśnie liderów. Bądź ludzi, którzy mogą się nimi stać w przyszłości – dlatego tak ważny jest udział dużych grup młodzieży.  

 

Wolność nie jest darem lecz wyzwaniem i zobowiązaniem 

Dlaczego przywołana wyżej otwartość i reguły, wedle których animowany jest ruch ekonomii wartości są tak ważne? Ano dlatego, że finalnie liczy się wolność. I jest to kolejna zasada, która przewijała się w kongresowych debatach od samego początku, gdy zainicjowano organizowanie OEES-u. Coraz mocniej uświadamialiśmy sobie, że wolność nie jest darem, który spadł z nieba. Jest efektem pracy, wysiłku, determinacji, ale także poczucia solidarności. 

Nie bez powodu na samym początku X kongresu ze sceny zabrzmiało na koniec wystąpienia Svetlany Cichanouskiej: niech żyje Polska, żywie Bielarus i sława Ukrainie. Nie powinniśmy o tym zapominać, szczególnie w takim miejscu i w takim czasie, bo fundamentem naszej troski o wolność powinna być odwaga – w myśleniu, działaniu, w byciu niezależnym. Szczególnie to pierwsze jest ważne, bo skoro ruch nasz wyrasta ze świata akademickiego to naczelną dla niego zasadą jest – jak pisał Stanisław Osowski – aby nie być w myśleniu posłusznym. Co to oznacza? Powinniśmy myśleć o służeniu, ale nie o byciu usłużnym, czy tym bardziej służalczym. Jeszcze inaczej można by powiedzieć – i to powinniśmy podkreślać oraz wynosić z naszych kongresowych spotkań – trzeba mieć sztywny kark, ale giętki umysł. I oczy szeroko otwarte.  

Myślenie, podobnie jak twórczość (i szerzej kultura) jest kluczowym instrumentem troski o przyszłość. O to jaką ona będzie i wedle jakich reguł zostanie urządzona. Właśnie dlatego nie może być instrumentalizowana. A zabezpieczeniem przed tym jest niezależność oraz autonomia myślenia i działania.  

Nie być w myśleniu posłusznym staje się warunkiem autonomii w działaniu. To jest z kolei uzależnione od odwagi, a całość zakorzeniona jest we wzorcach kultury. Tylko odpowiedni jej wzorzec będzie gwarancją postaw i praktyk demokratycznych. Z tego zaś wynika, że kultura nie może być luksusem dla wybranych. I ten motyw nieustannie powraca podczas kongresowych debat, bo ważnym elementem demokratycznej kultury jest z kolei obywatelska praktyka fundowana na kompetencjach. Które umożliwiają (jakkolwiek może to brzmieć paradoksalnie) wyrażenie sprzeciwu. Bo tylko będąc pewnym swych kompetencji, umiejętności i doświadczenia stać nas na niezgodę wobec: 

– normalizacji ohydy, przede wszystkim w języku, 

– nienawiści i jej pochodnej, czyli wykluczaniu,  

– polaryzacji, która profituje, jest podsycana i instrumentalizowana (a jednocześnie wyolbrzymiana, 

– płynności przekonań, często cynicznej i manipulacyjnej, 

– pełzającej zmiany porządku normatywnego, niszczeniu reguł i instytucji, 

– degeneracji i/lub degradacji wiedzy oraz będącej efektem tego rosnącej ignorancji,  

– słabnącej siły i malejącej atrakcyjności prawdy,  

– technologiom zniewalającym  

– czy też narzucaniu agendy debaty publicznej przez zmobilizowaną mniejszością roszczącą sobie prawo do nauczania nas jak żyć. 

Z każdej z tych rzeczy organizatorzy i animatorzy kongresów, ale i szerzej uczestnicy ruchu doskonale zdają sobie sprawę. Cały czas też te wątki przewijają się w naszych debatach. Jaka jest rola technologii, czy skolonizuje ona naszą wyobraźnię i podporządkuje sobie myśli ludzi? Jaką przyszłość niesie nam świat, w którym technologia uwolniona zostaje od jakiekolwiek kontroli, regulacji, nadzoru? Ale też od odpowiedzialności za los i kondycję mentalną oraz moralną ludzi? Co przyniesie świat, gdzie technologia służy pełnej kontroli i panowaniu nad ludźmi jak w Chinach itd.?  

Właśnie z takich pytań wyrasta cały ruch – u jego podstaw jest wiedza, co zresztą jest wyraźnym świadectwem, że w świecie akademickim mogą się rodzić idee i ruch, a to jest nader rzadkie! Niezgoda i sprzeciw mają służyć szukaniu, co może nas łączyć. Mają prowadzić do szacunku wobec wiedzy, choć cały czas pytamy sami siebie, kto potrzebuje dziś ekspertów? Ale też do czego bywają oni wykorzystywani? I czy dają się wykorzystywać, zapominając, że wszelka dyskusja oparta być powinna na faktach. Nawet jeśli przynosi niekiedy bolesne konstatacje.  Jako przykłady można choćby przywołać kolejne edycje indeksu wiarygodności ekonomicznej Polski. Jeśli on sam ma być wiarygodnym źródłem informacji i pokazywać, ze wiedza nadal ma silny potencjał krytyczności to musi być przygotowany rzetelnie. To zadanie ekspertów. I ich odpowiedzialność. 

 

Odpowiedzialność w obliczu pokus 

Kategoria odpowiedzialności pojawia się tutaj wielokrotnie nie bez powodu. W czasie prezentacji na końcu kongresu mówił o tym prezes Brunon Bartkiewicz, podkreślając, że w biznesie trzeba brać odpowiedzialność za konsekwencje swojego działania. Trzeba nimi zarządzać i nieustannie ćwiczyć się w tej trudnej roli. Bo ponosimy konsekwencje nie tylko za działania, ale i za zaniedbania oraz zaniechania. Wziąć zaś za to odpowiedzialność, paradoksalnie, wymaga ogromnej odwagi i być może właśnie dlatego dzisiaj staje się ona – co warto podkreślić po raz kolejny – głęboką kategorią etyczną (nie tylko oczywiście w biznesie). Tak samo jak rozwaga, której potrzebujemy bo zderzamy się z trzema pokusami, które mają za zadanie przecinać sploty, zrywać sieci, wyrywać kłącza – jednym słowem – niszczyć relacje. 

Pierwsza pokusa to nacjonalistyczne wzmożenie, które dzieli, różnicuje, polaryzuje, gromadzi do siebie (egoistycznie zagarnia ku sobie), odrzuca każdego, kto jest inny wedle zasad, które sam nacjonalizm określa.  Żelaznym atrybutem te j pokusy jest wrzask. I to dlatego tak ważny jest ruch OEES, bo żyjemy w świecie, w którym premiuje się i w którym profituje umiejętność wzbudzania awantury (temu też służą technologie, które w swoich algorytmach napędzają spory, kłótnie). Awantura się niesie, zwraca uwagę, promuje negatywne elementy, buduje zasięgi i kreuje wizerunek. Awantura domaga się posługiwania się stereotypami, epitetowania, obrażania, stygmatyzowania. A to się robi najłatwiej i najefektywniej korzystając z bogatego repertuaru nacjonalistycznych klisz. 

Awantura i wrzask służą też manipulowaniu, szerzeniu kłamstwa, nadużywaniu mocnych słów i gestów. Jednym słowem – posługują się wszystkim tym, co wprawia społeczeństwo w rozedrganie emocjonalne.  

Może i powinna temu przeciwdziałać rozmowa, dialog oraz współdziałanie. Czyli te zasady i formuły działania, które są fundamentem ruchu OEES. 

Drugą pokusą jest „ucieczka” w konsumpcję. Dosadniej można powiedzieć – pokusa konsumpcjonistycznej orgii. We współczesnym coraz bardziej oligarchicznym techno-kapitalizmie do monstrualnych rozmiarów urosło znaczenie zasady: zabawimy się na śmierć.  

O ile w pierwszym przypadku cechą charakterystyczną jest wrzask, to w drugim przypadku jest żarcie. Wielkie żarcie. Które rujnuje zasoby środowiska, pochłania społeczną energię, marnuje czas, odrywa uwagę od spraw istotnych… 

I znowu – remedium na to jest powściągliwa rozmowa, wspólne, niespieszne spotkanie, pogłębiona refleksja, wzajemne słuchanie, systematyczna, skupiona na ważnych rzeczach praca itd. Czyli to, co funduje ruch OEES. 

Jest wreszcie też trzecia pokusa – eskapistyczna melancholia, karmiąca się nostalgią: kiedyś było pięknie, ale cóż my dzisiaj możemy? Przyjmujemy w niej postawę, że nie angażujemy się, bo nic od nas nie zależy, na nic nie mamy wpływu, wolimy się nie wychylać i ryzykować… Albo będziemy ważne publiczne sprawy przysłowiowo „olewać” (udawać, że nie ma tematu), albo też schowamy głowę w piasek, bo zabranie głosu jest ryzykowne.  

W ruchu ekonomii wartości nie ma miejsce ani na tani sentymentalizm, ani na schowanie się w tęsknocie za minionymi, złotymi czasami, ani też na ucieczkę od spraw publicznych. Wręcz przeciwnie – liczy się to co tu i teraz. I przyszłość, którą tworzymy poprzez wspólny namysł i działanie. 

Istotnym jest, że każdy scenariusz odwołujący się do tych trzech pokus może prowadzić do społecznego rozpadu. Są też potężne siły społeczne, polityczne, ekonomiczne i technologiczne, które pracują nad mentalnym uzależnieniem, tworzą instytucje wspierające bezmyślność, karmią nas jałową nostalgią, mobilizują do rozpasanej i egoistycznej konsumpcji lub rozdmuchują nacjonalistyczne emocje.  

Nie jesteśmy jednak bezbronni w takiej sytuacji! 

 

Ryzyka jako wyzwanie 

Zderzamy się oczywiście z różnego rodzaju ryzykami, o których tutaj była mowa – z korupcją, chciwością, ze skupieniem się na transakcyjności, wypaczonym utylitaryzmem (ważne jest tylko to, co przydatne, co daje się „spieniężyć”, nabyć lub sprzedać…), z „dyktaturą” krótkoterminowości (wszystko musi być szybko, natychmiast, ale jest tylko na chwilę), której efektem jest z jednej strony krótkowzroczność (nie interesuje nas to co „za zakrętem”), a z drugiej lekceważenie czasu (szczególnie czyjegoś). W takich warunkach znakomicie odnajduje się rozrastająca się oligarchia, przy czym współczesna zmiana polega na tym, że ona kiedyś dążyła do przejęcia władzy. Teraz zaś jest odwrotnie – to władza tworzy oligarchię, która następnie łatwo się dogaduje z coraz bardziej autorytarną władzą. W ten sposób następuje fuzja władzy i pieniędzy z rosnącym „dodatkiem” technologii. Pozwala to na zawłaszczanie efektów czyjejś pracy, ale prowadzi również do ogromnego marnotrawstwa, choćby społecznej energii.  

Zmierzenie się z tym systemem oligarchicznym to ogromne wyzwanie, ale nie jest to tylko problem praktyczny, lecz także etyczny. Dlatego właśnie dyskutujemy o ekonomii wartości. Mając przy tym świadomość, że w świecie rządzonym przez oligarchię ktoś mógłby tę kategorią przeczytać inaczej i zapytać: skoro to ekonomia wartości to ile te wartości kosztują?  Będąc przekonanym, że przecież wszystko jest do kupienia, dlaczegóż nie wartości?  

W ruchu ekonomii wartości nie jesteśmy jednak po to, aby coś sprzedawać, aby budować pozycję polityczną, czy też aby zawłaszczać. Przychodzimy tu, aby się dzielić. Wytwarzamy wspólnotę myślenia, którą łączy przestrzeń znaczeniowa. Kreujemy miejsce spotkań i formuły szukania zrozumienia. Choćby tego, dlaczego demokracja słabnie w obliczu rosnącej w siłę autorytarnej oligarchii i technowładzy? Jakie znaczenie w tym procesie ma utrata ekonomicznej samodzielności ludzi, którzy stają się słabymi konsumentami, ale tym bardziej podejmującymi wysiłek, aby w konsumpcji się odnaleźć, skoro potwierdza ona status społeczny. To zaś pochłania ich zasoby energii i czasu. W konsekwencji nierzadko tracą własność itd.  

Pytanie o demokrację cały czas krąży w czasie naszych spotkań i debat. Wydaje się być ona krucha, ale jednocześnie okazuje się ciągle zadziwiająco odporna. Wygląda na mało atrakcyjną, ale ciągle nie brakuje tych, którzy się o nią troszczą i o niej marzą. Bywa określana jako mało efektywna, ale jest zaradna i daje dobrą jakość życia. 

 

Twarzą ku przyszłości 

Aby nie zrealizowały się negatywne scenariusze będące efektem pokus i rosnących ryzyk, musimy pamiętać, że naszym celem jest troska o przyszłość. Jest obywatelska mobilizacja i determinacja. Refleksyjność i szukanie alternatyw. Kreowanie szans, diagnozowanie potencjałów i ich wyzwalanie, uruchamianie. Budowanie partnerstw i docenianie wysiłków, które obserwujemy wokół nas. Poznawanie potrzeb, a przede wszystkim tworzenie pozytywnych emocji. 

Zamiast przygnębienia, że oto świat się rozpada, powinniśmy budować w sobie troskę o regenerację społeczną, która ma ogromne potencjały w lokalności, w kulturze, w relacjach społecznych, w przestrzeni, w symbolicznych znaczeniach służących dobrej komunikacji, w miejscach, gdzie ludzie mogą się spotkać. W społecznym świecie wzajemnej troski, która uruchamia pokłady energii społecznej. Możemy tę energię uwalniać, ale najpierw powinniśmy ją poznać. I w tym wysiłku poznawczym powinniśmy być wiarygodni. Uświadamiając sobie, że przyszłość rozstrzygnie się w czterech W: wiedza, wolność, wartości i wyobraźnia. 

Wyobraźnia buduje nasze myślenie o przyszłości, określa sposób używania symboli i języka. Wyobraźnia funduje przywołaną wcześniej nadziejność, bo daje nam poczucie, że mamy sprawczość w swoim ręku. Do rozwijania tej demokratycznej wyobraźni potrzebujemy symboli, metafor i odpowiedniego języka. Bo nasz język jest infekowany (a przez niego także wyobraźnia) negatywnymi przekazami, złymi emocjami, agresywnymi obrazami. Staje się on narzędziem podziału, oddzielenia, podsycania nieufności, lęku.  

Dlatego trzeba się mobilizować nie tylko do obrony języka, ale do kreowania własnego kodu symbolicznego. Bo ważne jest to, aby ten język podziału, nieufności i wrogości przestał profitować. Przestał być „pierwszym podręcznym i poręcznym” narzędziem komunikacji. Pamiętajmy, że strach zawsze sprzyja bezkrytycznemu przyjmowaniu ideologii. Uwiąd języka zaś sprawia, że brakuje nam narzędzia do krytycznego rozbioru tych ideologii.  

O tym, że jest to możliwe świadczy doświadczenie uczestników kongresów OEES. Jeden z moich kolegów, który był obecny na ostatnim krakowskim spotkaniu, podzielił się refleksją, że to, co dla niego było najpiękniejsze, to przekonanie i zobaczenie, że nadal słowa mogą być używane normalnie. W normalnej rozmowie. To jest dzisiaj rzadkie osiągnięcie.  

Wyobraźnia koreluje z wiedzą. Zła, zdegenerowana wiedza, o czym gorzko i tragicznie przekonaliśmy się w XX wieku, prowadzi do złych wartości. Te zaś sprawiają, że nasza wyobraźnia więdnie. A z drugiej strony wyobraźnia, która jest w okowach złej wiedzy, nie będzie pozwalała nam na zdobycie wolności. Wszystkie te rzeczy są ze sobą związane. Bez wolności nie ma ani wiedzy, ani krytycznej wyobraźni. A bez wyobraźni nie ma myślenia o przyszłości. Wiedza musi być zakorzeniona w wartościach. Bo wartości decydują o celach. 

Odpowiednie „ułożenie” reguły „4-W” wymaga dużej dozy krytyczności. Ale pamiętajmy – ona bywa przywilejem! Dlatego tak bardzo liczy się autokrytycyzm, bo jest najmniej ryzykowny i najbardziej efektowny. Buduje bowiem naszą wiarygodność w krytyce. Sprawia również, że krytyczność nie jest destrukcyjna. Wręcz przeciwnie. Ruch OEES ma wiele z ducha krytyczności, ale nie destrukcyjności. Tu właśnie pokazujemy, że krytyczność z twórczością (kreacją, regeneracją) daje się połączyć. Kreatywność odwołuje się do wyobraźni, krytyczność do wiedzy. Obie muszą być zakorzenione w wartościach, dając szansę na wolność. 

W tym kontekście można powiedzieć, że dzisiaj potrzebujemy ekonomii wartości nawet bardziej niż 10 lat temu. Bo zmagamy się z pełzającym kryzysem ekonomicznym, będącym efektem finansjalizacji gospodarki, czyli dominacji pieniądza nad kapitałem wytwórczym. Dlatego tak istotnym jest pytanie o sposób regeneracji gospodarki, bo to rzutuje też na kwestie społeczne (dysproporcje, różnice, pęknięcia). Ale łączy się również z wartościami – raz jeszcze należy powtórzyć, że obecny kryzys jest też kryzysem etycznym. A gdy taka sytuacja ma miejsce, rodzi się pokusa aby „chodzić na skróty”, czyli pojawia się korupcja, transakcyjność itd. Gospodarka przestaje służyć ludziom, ale ich uzależnia i podporządkowuje. Ekonomia wartości nie tylko wskazuje na te procesy, ale generuje również ważne etycznie idee i tworzy propozycje rozwiązań. Dlatego choć odbyło się dziesięć edycji kongresu OEES, to nic się nie kończy, lecz wiele się zaczyna. 

Nie jesteśmy skazani na porażkę, nie jesteśmy skazani na uwiąd, nie jesteśmy skazani na zawód, na skarlenie demokratycznego świata. Nie jesteśmy skazani na impas demokratów, na pesymizm nieuchronnych negatywnych scenariuszy. Wręcz przeciwnie. Tak jak powiedział profesor Jerzy Hausner w czasie jednego ze spotkań, stajemy się tu przyjaciółmi nadziei. 

Staramy się kształtować w sobie odwagę myślenia i spotkania się z kimś innym. Staramy się tworzyć w sobie poczucie optymizmu, ale podchodzimy bez naiwności, z rozwagą i z przekonaniem, że praca wyznacza ścieżki przyszłości. Liczą się wartości. Liczy się aktywność. Liczy się rzetelność. Liczy się wiarygodność. Oraz relacje i spotkania. Po to tutaj przejeżdżamy i dlatego spotkamy się co roku. Pamiętając, że jeśli można to warto. A skoro warto to należy. 

Przejdź do treści