Open Eyes Magazine

Konsumenci wszystkich krajów – łączcie się!

Nie stać cię na kredki dla dzieci ani na szkolne obiady? Woda płynąca z domowego kranu nie nadaje się do picia? Skórę masz zniszczoną nawozami, których używa się w twojej firmie? Pewnie jesteś bananero z wielkiej plantacji i marzysz, żeby wszyscy w Polsce zaczęli kupować „uczciwe banany”. Ale nie kupują, bo tu też robotnicy zarabiają kiepsko.

Galo Cerrasco w wieku 32 lat trafił do lekarza z poważnymi problemami żołądkowymi. Od dwóch lat pracował na wielkiej plantacji bananów należącej do firmy eksportującej owoce do krajów Ameryki Północnej i Europy, także do Polski. – Lekarz stwierdził, że przyczyną moich kłopotów jest stały kontakt z pestycydami – mówi Cerrasco. – Musiałem szukać innej pracy, niezagrażającej zdrowiu.

To było sześć lat temu, Galo znalazł wtedy posadę w spółdzielni AsoGuabo, a tym samym nie tylko zdrowe miejsce pracy, ale też organizację, która swoich pracowników traktuje uczciwie. Na 85 ha plantacji założonej przez rolników zrzeszonych w AsoGuabo Galo razem z 45 innymi osobami tworzy spółdzielnię uprawiającą banany z certyfikatem Fairtrade. Spółdzielcy mają tu wpływ na swoje otoczenie, pensje, ale też decydują, jak wydać część zarobionych pieniędzy, tzw. premię Fair Trade. Ostatnio wypracowali jej 177 tys. dolarów. Część kwoty przeznaczyli na inwestycje na plantacji, część na zaspokojenie potrzeb pracowników, którzy nie dostają gotówki, ale rzeczy zakupione wedle zgłaszanych w ciągu roku potrzeb. W ubiegłym roku spółdzielnia sfinansowała np. wyprawki szkolne i buty dla dzieci pracowników. Wielu spółdzielców otrzymało także wsparcie przy remoncie lub rozbudowie domów. Z tych środków w połowie finansowane są również koszty obiadów dla pracowników plantacji (także tych sezonowych, niezrzeszonych w spółdzielni). Dzięki wsparciu z premii Cerrasco mógł sprowadzić do gospodarstwa cztery krowy, i znacznie poprawić swój byt.

Plantacja, na której pracuje Cerrasco, działa na ziemi wydzierżawionej przez AsoGuabo, starając się podnieść jakość życia robotników w okolicy i pomóc tym, którzy nie znaleźli pracy na plantacjach 125 rolników tworzących spółdzielnię.

Razem łatwiej

AsoGuabo to skrót od Stowarzyszenia Małych Producentów Bananów „El Guabo”. Spółdzielnia założona została przez 14 rolników w 1997 r. i od tamtej pory w miarę znajdowania nowych rynków zbytu bananów fair trade systematycznie się rozrasta. Pierwszy transport bananów sprzedała za pośrednictwem holenderskiej firmy AgroFair do marketów spółdzielni-sieci COOP w Szwajcarii.

Po 20 latach AsoGuabo jest o wiele większa, ale nadal składa się z drobnych producentów z prowincji El Oro z południa Ekwadoru. Siedziba spółdzielni mieści się w miasteczku El Guabo. Spółdzielcy sprzedają rocznie ponad milion kartonów bananów (jeden karton waży ok. 15 kg).

Pozyskanie certyfikatu Fairtrade było dla bananeros (producentów) z El Oro jedyną szansą na uzyskanie takiej ceny owoców, jaka wreszcie umożliwiłaby im normalne życie. Połowa produkcji ma dodatkowo certyfikat rolnictwa ekologicznego. Funkcjonowanie w ramach sieci Fair Trade pozwala spółdzielcom zaplanować koszty i wydatki. Cena kartonu bananów ustalana jest co roku (w odniesieniu do sytuacji gospodarczej, kosztów produkcji itp.) i obowiązuje do następnego okresu rozliczeniowego. Pozwala to uniknąć największego problemu w życiu rolnika, czyli gwałtownych wahnięć cen skupu, co w przypadku bananów, zbieranych i sprzedawanych przez okrągły rok, ma olbrzymie znaczenie.

Karton bananów jest dziś wyceniany na 9 dolarów, z czego 6 to zarobek producenta, resztę zaś pochłania transport (AsoGuabo sprzedaje banany do Europy, Kanady, Nowej Zelandii i USA), opłaty portowe, koszt produkcji kartonów i koszty marketingowe spółdzielni. Spółdzielcy mają stały kontakt z klientami i są w stanie zaplanować produkcję. Pomaga im w tym holenderska AgroFair, której AsoGuabo jest udziałowcem.

Spółdzielnia nie tylko ułatwia rolnikom zdobywanie klientów za granicą, ale też obniża koszty funkcjonowania. Mają wspólne centrum logistyczne, razem wynajmują doradców pomagających zminimalizować zużycie nawozów (w AsoGuabo zużywają 9 razy mniej pestycydów niż na plantacjach konwencjonalnych), razem zakupują niezbędne materiały, opakowania, sprzęt. Funkcjonowanie w ramach spółdzielni ułatwia także zdobywanie potrzebnych do rozwoju kredytów.

Stabilizacja dla producentów to również ogromna korzyść dla ich pracowników. Spółdzielnia zmieniła życie setek osób, choćby dzięki wprowadzeniu zabezpieczeń socjalnych i budowaniu wspólnoty, do czego zmusza premia Fair Trade.

Premia Fair Trade

Od każdego sprzedanego kartonu bananów fair trade producenci dostają 1 dolara premii, którą muszą wydać na wsparcie lokalnej społeczności albo wspólne potrzeby. Spółdzielni AsoGuabo przynosi to rocznie ponad milion dolarów. Decyzje, na co wydać te pieniądze, podejmowane są na corocznych walnych zebraniach.

Zwykle ok. 1/3 puli inwestuje się w infrastrukturę rozwijających się plantacji należących do spółdzielni, usuwanie skutków powodzi albo budowanie zbiorników na wodę. Do wszystkiego trzeba przekonać innych spółdzielców. Kolejna 1/3 wydawana jest na projekty społeczne. AsoGuabo regularnie wspiera na przykład szkoły, w których uczą się dzieci producentów, i kupuje wyposażenie oraz sprzęt do sal lekcyjnych, książki i przybory. Z puli premiowej od 13 lat utrzymywany jest także mały ośrodek zdrowia w El Guabo, gdzie pracuje dwóch lekarzy. Członkowie spółdzielni mogą korzystać z pomocy medycznej za darmo, zaś inni pacjenci za opłatą 3–5 dolarów (standardowa cena takiej wizyty w Ekwadorze to 30 dolarów). W 2017 r. z pieniędzy premiowych uruchomiono w jednej ze szkół stację uzdatniania wody. Spółdzielnia zastąpiła tu państwo, które nie reagowało na wnioski dyrektora szkoły alarmującego, że woda z kranu była tam niezdatna do picia. Ze stacji korzysta dziś szkoła oraz 80 okolicznych mieszkańców. Spółdzielnia opłaca również pracę terapeuty w ośrodku dla osób niepełnosprawnych. Seniorzy z rodzin należących do spółdzielni otrzymują bony na opiekę medyczną. Resztę funduszy AsoGuabo przeznacza na rozwój wspólnej infrastruktury: transport, magazyny, biura.

Szczęśliwi z El Oro

Masowa produkcja bananów wiąże się niestety z ogromną liczbą przypadków łamania praw pracowniczych. Praca po 14–16 godzin, rażąco niskie wynagrodzenia, brak jakichkolwiek ubezpieczeń zdrowotnych, stały kontakt z pestycydami, zwalczanie organizacji zawodowych – to codzienność na wielkich plantacjach. Od tego uciekali rolnicy należący dziś do AsoGuabo i ich pracownicy.

Zanim Anibal Cabrera zaczął uprawiać banany na swoich 4 hektarach ziemi (drugie tyle zajmuje kakao), pracował w kopalni złota oraz na wielkich plantacjach. – Było trudno. Pracowaliśmy po kilkanaście godzin dziennie, bez żadnej gwarancji, że następnego dnia też będziemy mieć pracę. Na dokładkę w latach 90. prawie w ogóle nie kontrolowano zużycia nawozów – opowiada Cabrera, tłumacząc, dlaczego w 2003 r. dołączył do AsoGuabo. Zdecydował się wtedy na zdobycie certyfikatu rolnictwa ekologicznego. Na co dzień ma jednego pracownika, a w intensywnych okresach dodatkowo pomoc dalszej rodziny. – Dzięki AsoGuabo mam stałe dochody. Nie wystarczają na realizację marzeń, ale na spokojne życie tak – przekonuje. – Starsza córka może dzięki temu uczyć się na wyższej uczelni, młodsza chodzi do szkoły, którą AsoGuabo wspiera z premii Fair Trade.

Podobne wspomnienia ma Marcelina Agurto. Kobieta ma 81 lat, z czego połowę przeżyła, pracując jako bananero. Pochodzi z biednej rodziny, dopiero gdy miała 44 lata, mogła sobie pozwolić na zakup ziemi i założenie gospodarstwa. Pierwsze kilkanaście lat to była praca na zlecenie wielkich pośredników. – Pracowaliśmy na okrągło, żeby tylko przeżyć. Kiedy dołączyłam do spółdzielni, wszystko się zmieniło. Nie jest źle. Starcza mi na życie, mogę też inwestować – mówi Agurto. Otrzymała dotację na nową stację mycia i pakowania bananów, która zużywa mniej drogocennej w tym rejonie wody.

Taką opowieść ma też Hugo Rocafuerta. On mógł pozwolić sobie na wysłanie syna na uczelnię rolniczą. Dziś syn dzieli się wiedzą z całą spółdzielnią. To potrzebne, bo AsoGuabo minimalizuje zużycie pestycydów, a coraz więcej rolników decyduje się na uprawę ekologiczną. – Rośliny uprawiane bez sztucznych środków ochrony czasem chorują, więc testujemy różne naturalne rozwiązania, wymieniamy się wiedzą, doświadczeniami, doszkalamy się – mówi prezeska spółdzielni Fabiola Ramon.

Wszystko to sprawia, że AsoGuabo nie ma problemów ze znalezieniem pracowników. Przy uprawach pracuje ok. 600 osób, nie licząc rodzin rolników. Przyciąga ich ubezpieczenie zdrowotne, 5-, a nie 6-dniowy (jak na wielkich plantacjach) tydzień pracy oraz 15 dni płatnego urlopu. Stała pensja to nawet 400 dolarów, do tego szkolenia BHP. Pracownicy tymczasowi zatrudniani w AsoGuabo dostają wyższe stawki godzinowe, aby mogli ubezpieczyć się na własną rękę.

Od pewnego czasu spółdzielnia przestała się jednak rozwijać. – Nie możemy znaleźć nowych rynków zbytu. A bez tego przyjmowanie nowych spółdzielców nie ma sensu. Dlatego z pomocą Fair Trade szukamy potencjalnych klientów – mówiła Fabiola Ramon w czasie wizyty w Polsce. – To trudne, bo nasze banany smakują tak samo jak te z wielkich plantacji, ale są droższe. Możemy tylko przekonywać, że choć nie poczujesz smaku takiego spółdzielczego banana, to kupując owoce z naklejką Fair Trade, masz gwarancję uczciwego rozliczenia się z rolnikiem i jego pracownikiem.

 

Uczciwy banan w Europie

W systemie Fair Trade funkcjonuje obecnie ponad 22 tys. rolników i ich pracowników pracujących w 70 spółdzielniach lub na 54 certyfikowanych plantacjach. W 2015 r. sprzedano 490 tys. ton bananów z certyfikatem Fairtrade.

W Europie to 8,2 proc. całego rynku sprzedawanych bananów. Spośród europejskich sieci handlowych jedynie 5, tj. COOP, Sainsbury, Waitrose (dwie ostatnie tylko na terenie Wielkiej Brytanii) oraz Spar i Plus (funkcjonujące w Holandii), zdecydowało się sprzedawać wyłącznie banany certyfikowane. Jeśli chodzi o wagę, największym sprzedawcą bananów fair trade są sklepy w Wielkiej Brytanii, gdzie blisko 48 proc. tych owoców ma naklejkę Fair Trade. Z kolei największym udziałem uczciwych bananów w ogólnym rynku sprzedaży tych owoców może się poszczycić Szwajcaria (54 proc. rynku), podczas kiedy w Niemczech to obecnie tylko 10 proc., choć liczba ta systematycznie rośnie. Co ciekawe, 90 proc. sprzedawanych w Niemczech bananów fair trade ma jednocześnie certyfikat rolnictwa ekologicznego. Można się jedynie domyślać, że kupowane są przez bardziej świadomych i zamożniejszych konsumentów.

Pierwsze uczciwe banany przyjechały do Europy w 1985 r. i trafiły do Szwajcarii. W Niemczech pojawiły się w 1998 r., w Austrii w 2013 i dziś stanowią 1/5 rynku zbytu (wcześniej dominowały tam banany z mniej surowym certyfikatem Rainforest Alliance). Chociaż Włochy nie są tak zamożnym krajem jak wyżej wymienione, aż 50 proc. sprzedawanych tam bananów ma certyfikat Fairtrade. Klienci włoskich sklepów z dużym zrozumieniem podchodzą do uczciwego handlu z rolnikami zza oceanów.

Jak na razie porażką zakończyły się dwie próby wprowadzenia na stałe bananów fair trade do Czech. W 2011 r. przymierzała się do tego sieć Spar, po roku jednak zrezygnowała. Jakieś 2 lata później producenci zaczęli rozmowy z 3 sieciami handlowymi, ale nie udało się ich przekonać do wprowadzenia takich owoców do sklepów.

Uczciwego banana nie kupi kasjerka

Coraz częściej na stoiskach z wędlinami szukamy produktów lokalnych, które stały się synonimami jakości, uczciwości, a także gospodarczego patriotyzmu; warzywa kupujemy na placach handlowych, prosto od rolników, pomijając cały łańcuch pośredników. Dzięki temu mamy poczucie, że uczciwi producenci lepiej zarabiają. Jednak kiedy kupujemy banany albo kawę, nie myślimy w kategoriach lokalności ani nie pójdziemy do rolnika, który je wyprodukował, bo to po prostu niewykonalne. Przestajemy się zastanawiać, w jaki sposób owoce, ziarna kawy czy bawełniane ubrania zostały wyprodukowane albo ile zarobił ich wytwórca.

Rolnika, który uprawia zjadane przez nas banany, większość z nas nigdy nie zobaczy. Jest jednak sposób, by wspierać tych, którzy w uczciwy sposób dzielą się zyskiem z pracownikami, i korzystać z usług firm, które pośrednicząc w sprzedaży owoców, nie wymuszają na rolnikach zaniżania cen. Wystarczy szukać produktów oznaczonych certyfikatem Fairtrade.

Niestety w Polsce uczciwie wyprodukowanych bananów do niedawna nie dało się znaleźć – ostatnio do sprzedaży wprowadził je Lidl, przymierza się do tego Tesco, akcyjnie na hale wypuszcza je Auchan. Biedronka ma świadomość sytuacji, ale jak na razie, zapewne głównie ze względu na cenę takich owoców i profil klientów, nie planuje wprowadzenia do sprzedaży bananów fair trade.

W Polsce najważniejszym kryterium wyboru bananów jest cena. Te certyfikowane są sprzedawane za niemal dwukrotnie wyższą cenę. W jednej z sieci handlowych obawiano się porażki bananów fair trade, uznano że klienci nie będą w stanie zrozumieć, dlaczego tak samo wyglądające owoce mają tak różne ceny. – Polski konsument uważa, że sam ma zbyt ciężko, aby pomagać innym ludziom, np. w Ameryce Łacińskiej – usłyszeli przedstawiciele Fair Trade w czasie sondowania rynku. Polski rynek bananów uważany jest też za mały. Rocznie zjadamy przeciętnie 5–6 kg tych owoców na osobę, podczas gdy w krajach zachodnich średnia to 10,5 kg, a w Wielkiej Brytanii – 17 kg. Istotną rolę może tu odgrywać owocowy patriotyzm: banany są drugie po jabłkach, których zjadamy statystycznie… 15 kg rocznie. Co ciekawe, tak jak nie przejmujemy się losem pracowników wielkich plantacji, tak samo nie kontrolujemy, w jakich warunkach produkowane i zbierane są rodzime jabłka.

Czy taka postawa jest zaskakująca w Polsce, gdzie 5 proc. osób zarabia pensję minimalną (ustaloną przez rząd odgórnie na poziomie 2000 zł brutto), zaś połowa Polaków mniej niż 3200 brutto? Lidl, który zdecydował się na ryzykowany krok wprowadzenia bananów fair trade, sam przez lata był oskarżany o nieuczciwe traktowanie pracowników i skandalicznie niskie pensje. Dziś się to zmieniło, sieć jest jedną z najlepiej płacących w branży. Historia upadających marek Bomi czy Alma jest też na rynku dość poważną wskazówką, że jedzenie jakościowe i droższe nadal stanowi u nas handlową niszę. Tylko 10 proc. osób w Polsce zarabia powyżej 7 tys. zł brutto, a to dopiero ta kwota pozwala na kupowanie jedzenia bez nadmiernego przejmowania się ceną.

Niedopłacani pracownicy w Polsce nie kupują więc drogich uczciwych bananów ani innej żywności ekologicznej lub jakościowych produktów lokalnych, bo po prostu ich na to nie stać. Między innymi z tego powodu w Ekwadorze i innych krajach producenckich robotnikom na wielkich plantacjach nadal płaci się głodowe stawki.

Skąd się biorą banany – historia wielkich korporacji

Banany uprawia się w Azji, Ameryce Łacińskiej i w Afryce. W wielu krajach producenckich są jednymi z najpopularniejszych owoców wykorzystywanych nie tylko jako deser, ale przede wszystkim element codziennej kuchni. Dlatego, jak szacują organizacje branżowe, na eksport trafia tylko ok. 20 proc. wszystkich wyhodowanych bananów.

Wartość bananów sprzedawanych poza krajami, w których są produkowane, przekroczyła w 2015 r. 7 mld dolarów. A jednak życie pracowników gigantycznych plantacji i drobnych właścicieli jest niełatwe – wielkie firmy konkurują na rynkach przede wszystkim za pomocą cen, co przy wciąż rosnących kosztach powoduje, że plantatorzy i ich pracownicy muszą się zadowolić jedynie niewielką częścią z ostatecznie uzyskanej kwoty. Za ok. 15 kg pudełko bananów uprawianych na wielkich przemysłowych plantacjach płaci się nie więcej niż 5 dolarów. Banany fair trade są wyceniane na 9 dolarów.

Największymi eksporterami bananów są Ekwador, Filipiny, Gwatemala, Kostaryka i Kolumbia – 80 proc. bananów na półkach sklepowych pochodzi z tych krajów. W Polsce prym wiodą banany z Ekwadoru.

Historia eksportowania bananów na masową skalę rozpoczyna się w XIX w. Od początku eksport został opanowany przez wielkie firmy, głównie z USA, które w Ameryce Łacińskiej dominowały wtedy zarówno politycznie, jak i gospodarczo – tak było aż do lat 80. XX w. Korporacje te przejęły w tym czasie cały łańcuch produkcji i handlu bananami. Zagarnęły na własność plantacje, same przewoziły owoce i dostarczały je do sklepów. Pod koniec lat 80., kiedy nastąpił odwrót od tej metody, aż 80 proc. światowego rynku bananów znajdowało się w rękach 5 firm: Dole, Chiquita, Del Monte, Fyffes i Noboa. W 2013 r. Ich udział spadł do 44 proc.

Tak drastyczne zmiany zostały wymuszone przez wielkie sieci hipermarketów, które w dążeniu do zbicia kosztów coraz częściej omijały wielką piątkę i kupowały banany bezpośrednio od mniejszych producentów i hurtowników. Korporacje zaczęły więc porzucać rolę właścicieli wielkich plantacji i zajęły się przede wszystkim skupem owoców.

Pil

ul. ks. bp. W. Bandurskiego 58/11
31-515 Kraków
kom. 534 881 236
biuro@oees.pl
Tomasz Wojtas
Dyrektor Organizacyjny
Magdalena Sobesto-Wiejak
Administracja i rejestracja
Dagmara Bednarczyk
Manager ds. mówców i programu
Kinga Taćkiewicz
Manager ds. mówców i partnerów
Radosław Wójcik
Manager ds. mówców i scenariusza
Magdalena Mikołajczak
Media
Tomasz Szymczyk
Manager ds. Produkcji